Archiwum
Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl

Potworne Perełki

poniedziałek, 09 lipca 2018

W G. jest uroczy park (już trzeci w tym niewielkim mieście). Większą część parku zajmują dwa połączone jeziorka (czy może stawy). Nad jednym z nich jest nawet plaża z ratownikiem, gdzie dzieciaki mogę się bezpiecznie taplać w wodzie. Jest też maleńka "przystań", na której można wypożyczyć kajak lub rower wodny i po jeziorkach (stawach?) popływać. Wokół są plenerowe siłownie, budki z lodami, huśtwaki… Jednym słowem - sielanka. I tylko jeden widok tę sielankę mąci, tworząc nastrój mroczny i niepokojący. Znak wbity w brzeg jeziorka (stawu?), który wygląda tak:

Znakkopia1

Powiedzcie, czy to tylko moja chora wyobraźnia, czy może Wy także zadajecie sobie pytanie: JAKIE, U LICHA, PTAKI ZLATUJĄ SIĘ NA TO JEZIORO, skoro pływanie w nim albo puszczanie psów do wody byłoby ich dokarmianiem?!

 

piątek, 06 lipca 2018

- Tato! Tato! Taaaatooo!

- Co się dzieje?! Coś sobie zrobiłaś?

- Nie, ale w zlewie jest robal…

- Co jest w zlewie?

- No robal…

- Aha. To pozdrów go ode mnie.

- TATO!!!!!

 

piątek, 18 maja 2018

Kiedy Pucek miał wypadek zębowy, miał jeść miękkie rzeczy. Kupowałem mu wtedy takie musy owocowe w saszetkach - polubił je na tyle, że teraz chce takie dostawać do szkoły. Więc dostaje - kanapki, jabłko i mus. Mniam.

Wczoraj wieczorem byłem tak zmęczony, że działałem już na autopilocie. Śniadania do szkoły. Śniadaniówka Pucka: dwie kanapeczki, jabłko, mus w saszetce.

Dziś odbieram Pucka ze szkoły i już przez okno samochodu widzę, że Będzie Się Działo. Dziecko mam minę w pół drogi od "wkurzony" do "rozchichotany".

- Wiesz, co mi dałeś na śniadanie do szkoły? - pyta po wtargnięciu do samochodu.

- No jak to, co? - dziwię się. – Kanapki, jabłko, mus…

- Ta, jasne, mus - mówi Dziecko tonem wysoce sarkastycznym (jak na dziesięciolatka ma ten ton opanowany do perfekcji). I otwiera śniadaniówkę. W śniadaniówce leżą papierki po kanapkach, niedojedzone jabłko i saszetka… karmy dla kota.

Chyba czas na urlop…

 

poniedziałek, 27 listopada 2017

Kolejna ciocia pisze maila z nieśmiertelnym przedświątecznym pytaniem o prezenty dla Potworów. O ile Pucek jest pod tym względem łatwy w obsłudze, Piłka też ma dość sprecyzowane pragnienia prezentowe - o tyle z Pietruszką co roku jest ten sam problem. "Co byś chciał dostać pod choinkę?"

"Nie wiem".

Mój ulubiony typ odpowiedzi.

Dziś, jak Pietruszka wrócił ze szkoły (akurat jako pierwszy) zadałem mu to pytanie po raz kolejny. "Wiesz, ciocia A. dopytuje, może jednak jest coś, co chciałbyś dostać?"

Pietruszka z wysokości swoich 175 centymetrów popatrzył na mnie z góry (tia…) i z zamyśloną miną, z pełną powagą na twarzy powiedział:

"Może hamburgera?…"

I rozmawiaj z takim…

sobota, 01 kwietnia 2017

Piłka - jak to ona - wpadła na primaaaprilisowy pomysł. Napracowała się, nikt nie wiedział, co robi…

Ale kiedy późnym wieczorem (dobrze po północy) wszedłem do kuchni, bo przypomniało mi się, że zapomniałem dać Kotu lekarstwo, cała kuchnia była oklejona… oczami. Na każdym sprzęcie była naklejona para wytrzeszczonych oczu. Gapił się na mnie ekspres do kawy, czajnik elektryczny, toster, nawet noże wiszące na magnetycznej listwie wbijały we mnie (nomen omen…) zaciekawione spojrzenia.

W pierwszej chwili uśmiechnąłem się szeroko - pomysł zabawny, wykonanie skrupulatne i w ogóle sympatyczny numer.

A potem otworzyłem lodówkę, bo potrzebowałem masła, z którym miesza się kocią pigułkę (danie kotu pigułki w innej formie jest, jak wiadomo, niewykonalne).

Otworzyłem i… zamarłem. Gapiły się na mnie jajka, puszki, słoiki, miseczki, butelki z octem winnym, ba - gapiło się na mnie nawet mleko w kartonie.

A potem zobaczyłem, jak gapią się na mnie kluski na parze (gdzieniegdzie w Polsce zwane też pampuchami). Stały (leżały?…) na talerzu w równym szyku i gapiły się na mnie z zainteresowaniem. Dostałem takiego ataku śmiechu, że przez dobry kwadrans nie mogłem się uspokoić…


IMG_20170401_012123.jakzmniejszycfotke_pl3

wtorek, 13 grudnia 2016

Pucek odrabia lekcje. Ma posegregować rzeczowniki według rodzaju - męski, żeński czy nijaki.

- Obłok… - mówi. - To męski.

- Jasne - potwierdzam. - Męski. "Obłok w spodniach" - dodaję ni z gruszki ni z pietruszki, bo mi się skojarzyło.

- Obłok w spodniach? - pyta zdziwione dziecko. - To znaczy, jak ktoś puści bąka…?

No więc niestety, Majakowski jest spalony. Teraz już zawsze będzie mi się kojarzył…

 

środa, 07 grudnia 2016

Piłka siedzi przy stole w kuchni i odrabia jakieś lekcje (artystyczna dusza nie pozwala jej odrabiać ich w sposób banalny, czyli przy własnym biurku). Nagle jednak widzę, że artystyczna dusza przerzuciła się także na strój: Piłka siedzi w kuchni z bosymi stopami. A trzeba wiedzieć, że w Puchatkowie podłoga (zwłaszcza na dole) jest dość zimna (…zwłaszcza zimą).

- Piłka, dlaczego jesteś bez skarpetek? - pytam nieco zdziwiony.

- Bo zdjęłam - pada lakoniczna odpowiedź.

- To widzę - zaczynam się irytować. - Ale dlaczego zdjęłaś?…

- Bo je zalałam.

- Czym je zalałaś? - pytam, mając jednocześnie poczucie, że moje brwi dojechały już w okolice czubka głowy.

- Zupą - odpowiada dziecko z kamiennym spokojem, po czym wraca do zadania z chemii.

poniedziałek, 27 października 2014

- Wiesz, tatusiu, pani od muzyki dzisiaj strasznie nakrzyczała na Stasia - rzucił Pucek w drodze powrotnej ze szkoły.

Przyznam, że się zdziwiłem - „pani od muzyki” to nasza serdeczna znajoma, świetna nauczycielka, konkretna i (czasami) dość stanowcza, ale żeby krzyczeć na sześcioletnich pierwszaków? Ba - żeby strasznie krzyczeć? To do niej zupełnie niepodobne…

- A co ten Staś nabroił - zapytałem zaciekawiony.

- Był niegrzeczny - odparło dziecię lakonicznie.

- No, ale tak konkretnie, to co robił? Gadał, krzyczał, biegał po klasie, bił kogoś?…

- Nie, on tylko jadł klej.

Nosz, kurczę, sam bym nakrzyczał…

poniedziałek, 19 maja 2014

Pucek wyciera się po wyjściu z wanny. I nagle – jak to u Pucka (bo u Pucka wszystko jest nagle…) – pada stwierdzenie głęboko filozoficzne, zahaczające konkretnie o filozofię bytu (albo o teorię poznania, zależy z której strony spojrzeć):

– Wies, tato, woda to jest NAJBARDZIEJ MOKRA ZEC NA ŚWIECIE.

Zaskoczony głębią tego stwierdzenia pytam, jakie są inne BARDZO mokre rzeczy.

– Kakao – odpowiada Pucek zdecydowanie. – Zwłasca zaraz po tym, jak się je zrobi.

***

Kolejny dzień, kolejna kąpiel, kolejne rozważania.

– Tatusiu, ty jesteś na drugim miejscu na świecie pod względem lubienia – pada rzeczowe stwierdzenie.

– Na drugim, mówisz? – wzdycham. – A kto jest na pierwszym?

– Na pierwszym jest mama – brzmi odpowiedź.

No, może być. – Jak mama, to w porządku – mówię poważnie.

– Tak, bo drugie miejsce to jest bardzo dobre miejsce, prawda? – dodaje dziecię (brzmi to prawie pocieszająco…). – A na trzecim miejscu jest Łucja, a na czwartym Marianka (koleżanki, zwane czasami narzeczonymi).

– A na piątym? – pytam z nadzieją, że może w pierwszej piątce znajdzie się jednak któreś z rodzeństwa… Ale odpowiedź, wygłoszona tonem pewnym i zdecydowanym, nie pozostawia wątpliwości:

– A na piątym to jestem ja!

 

poniedziałek, 12 maja 2014

Potwory (jak wszystkie dzieci, zapewne) zawsze uwielbiały przekręcać słowa. Pietruszka mniej (komputerowy łebek, bądź co bądź...), ale też mu się zdarzało. Piłka była w tym mistrzynią: jeszcze mając siedem lat mówiła "garszluk" zamiast "durszlak" i "wjagut" zamiast "wiadukt".

Ale to, co robi Pucek, to jest po prostu inny wymiar.

I tu zagadka dla czytelników - co to są "PIEROCIE"?

Mnie rozszyfrowanie zajęło dobre parę minut…

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8