Archiwum
Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
czwartek, 02 lutego 2017

Przepraszam, nie mogę się powstrzymać.

Wiadomość zauważona przypadkiem gdzieś w serwisach BBC. Jakaś amerykańska panna hodowała węża, konkretnie - pytona. Pyton był jeszcze mały (sądząc ze zdjęć - miał jakieś pół metra). Poza wężem panna miała także tak zwane "tunele" w płatkach uszu. No i w czasie zabawy z wężem stało się: wąż zaczął przepełzać przez ten "tunel" w uchu. I się był… zablokował. I nie mógł wyjść. Panna świńskim truchtem udała się do szpitala, gdzie lekarze ucho znieczulili, rozciągnęli nieco bardziej i uwolnili gadzinę. Nie uszkodzili przy tym ani pytona, ani ucha. Brawo!

Co symptomatyczne, rzeczona panna (choć, jak sama mówi, była "really worried") nie omieszkała oczywiście dokumentować całego wydarzenia na bieżąco na fejsiku czy innym tłiterze, włącznie z wrzucanymi na żywo selfikami na szpitalnej izbie przyjęć. Cytuję: "It all happened SO fast that before I even knew what was going on it was already too late..."

BBC podaje nawet imię i nazwisko bohaterki tych wydarzeń, dzięki czemu będziemy mogli śledzić jej dalszą karierę i oceniać szanse na zdobycie w przyszłości Nagrody Darwina.

Jako rzecze Aunty Acid:

 Zrzut_ekranu_20170202_o_09.41.21

09:40, puuchatek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 stycznia 2017

W czwartek, przed pierwszym w tym roku długim weekendem, spędziłem godzinkę u bardzo życzliwej Pani Notariusz. Poświadczenie przejęcia spadku.

Dlaczego po prawie dwóch latach? Bo nie miałem pojęcia, że to w ogóle potrzebne. Tak, wiem, niby człowiek inteligentny (w miarę…) i wykształcony, a głupi. Ale co zrobić - pierwszy raz w życiu zostałem wdowcem. Zawsze mi się (naiwnie) wydawało, że sprawa spadkowa potrzebna jest wtedy, kiedy są jakieś wątpliwości. Większa ilość spadkobierców, spory między nimi, testament (na przykład przez kogoś kwestionowany), jakieś dzieci z poprzednich małżeństw czy z innych związków… A tu - wydawałoby się - sprawa prosta. Oboje byliśmy jedynakami, żadnych innych dzieci poza trójką Potworów, żadnych wątpliwości co i kto.

A jednak. Okazało się, że trzeba. Bo bez tego nie da się załatwić miliona spraw. Ignorantia iuris non excusat, jak wiadomo.

Na szczęście - dzięki pomocy znajomego prawnika - udało się to załatwić bez konieczności robienia sprawy w sądzie rodzinnym, tylko właśnie przez notariusza. Choć tyle.

Tak więc jestem właścicielem 5/8 naszego domu - pozostałe 3/8 należą do moich dzieci. Czyli nawet, jakbym chciał któreś wyrzucić z domu, to nie będzie proste… Podobnie ma się sprawa z samochodem. Gdybym chciał go sprzedać - muszę uzyskać zgodę sądu rodzinnego (bo Potwory są niepełnoletnie) - a potem albo kupić nowy samochód znowu "na współwłasność" z dziećmi, albo poinformować sąd, w jaki sposób część pieniędzy ze sprzedaży należącą do moich dzieci przeznaczę na ich potrzeby. Trochę to paranoiczne, zważywszy, że mówimy o dziesięcioletnim samochodzie… Cóż zrobić - stulta lex, sed lex.

***

Przyjęcie spadku… Wyszedłem od Pani Notariusz w dziwnym nastroju. Przygasiło mnie. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałem, co. Trzymanie w ręku takiego dokumentu sprawia, że człowiek jakoś wyraźniej - choćby po tych dwóch latach - zdaje sobie sprawę z nieodwracalności zdarzeń. Z tego, że już nigdy. I że już zawsze. I tak dalej.

czwartek, 29 grudnia 2016

…The road now leads onward
And I know not where
I feel in my heart
That you will be there…

 

00:54, puuchatek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 grudnia 2016

…wesołych Świąt.

Posłuchajcie. Klasyka w nowym wydaniu. Kapitalna grupa, kapitalne opracowanie.

 

23:52, puuchatek
Link Komentarze (1) »
piątek, 16 grudnia 2016

Parking pod szkołą muzyczną w G. Odwiozłem Piłkę na zajęcia, wracam. Przychodzi SMS, więc wyciągam telefon i sprawdzam. SMS nieważny, ale na belce widzę ikonkę i napis "Dostępne sieci Wi-Fi". Z ciekawości sprawdzam, jakie - i co widzę? Aż zrobiłem zrzut ekranu z wrażenia, bo chyba nikt by mi nie uwierzył:

 

Zrzut_ekranu_20161216_o_17.42.57

wtorek, 13 grudnia 2016

Pucek odrabia lekcje. Ma posegregować rzeczowniki według rodzaju - męski, żeński czy nijaki.

- Obłok… - mówi. - To męski.

- Jasne - potwierdzam. - Męski. "Obłok w spodniach" - dodaję ni z gruszki ni z pietruszki, bo mi się skojarzyło.

- Obłok w spodniach? - pyta zdziwione dziecko. - To znaczy, jak ktoś puści bąka…?

No więc niestety, Majakowski jest spalony. Teraz już zawsze będzie mi się kojarzył…

 

środa, 07 grudnia 2016

Piłka siedzi przy stole w kuchni i odrabia jakieś lekcje (artystyczna dusza nie pozwala jej odrabiać ich w sposób banalny, czyli przy własnym biurku). Nagle jednak widzę, że artystyczna dusza przerzuciła się także na strój: Piłka siedzi w kuchni z bosymi stopami. A trzeba wiedzieć, że w Puchatkowie podłoga (zwłaszcza na dole) jest dość zimna (…zwłaszcza zimą).

- Piłka, dlaczego jesteś bez skarpetek? - pytam nieco zdziwiony.

- Bo zdjęłam - pada lakoniczna odpowiedź.

- To widzę - zaczynam się irytować. - Ale dlaczego zdjęłaś?…

- Bo je zalałam.

- Czym je zalałaś? - pytam, mając jednocześnie poczucie, że moje brwi dojechały już w okolice czubka głowy.

- Zupą - odpowiada dziecko z kamiennym spokojem, po czym wraca do zadania z chemii.

środa, 30 listopada 2016

Nosz, tak i owak.

Jak to jest, powiedzcież, że jakieś kłopoty, awarie, psucia i wypadki losowe zdarzają się zawsze wtedy, kiedy akurat nie ma się pieniędzy?… Jak konto jest pełne, to nic się nie psuje, wszystko działa, gra i burcy. A jak na koncie pustki - to natychmiast włączają się prawa Murphy'ego i wszystko się psuje.

Trzy tygodnie temu padł piekarnik - przepaliła się jedna grzałka. No problem, przyszedł fachowiec, zabrał piekarnik, zwrócił za dwa dni, działa. 180 zł.

Dwa tygodnie temu, po powrocie z C., okazało się, że akumulator w samochodzie zdechł. No, uczciwie mówiąc, miał pełne prawo - miał tyle, co samochód, czyli już dziesięć lat, i niejedno przeżył. Ale dlaczego akurat teraz? Akumulator plus robocizna - 350 zł.

Chwilę potem Pucek zaczął się skarżyć, że ząb boli. Jak to, moje dziecko BOLI ZĄB? Przecież u nas w rodzinie takie rzeczy się nie zdarzają… A jednak. Okazało się, że wypadła stara plombka (czego nie dało się zauważyć, bo była mała i schowana), wdała się próchnica… Pani dentystka (sprawdzona i poniekąd zaprzyjaźniona) powiedziała, że są dwa wyjścia. Można drania usunąć (mleczak, więc no problem) - ale że to czwórka, to Pucek będzie przynajmniej dwa czy trzy lata świecił dziurą po zębie, co jest niewygodne. Albo można leczyć - ale to wymaga dwóch wizyt i odpowiednika leczenia kanałowego (w przypadku mleczaka nie jest to bolesne, ale wciąż skomplikowane i kosztowne). Pucek na samo hasło o wyrywaniu aż się skulił. No więc wiadomo. Dwie wizyty, łącznie ponad godzina na fotelu (na szczęście prawie bezboleśnie). Łącznie - 240 zł.

Wczoraj - zmywarka. Blokada, "błąd 24", znaczy - zatkane. Ale zatkane tak, że własnymi siłami w żaden sposób nie byłem w stanie odetkać (zatkało się nie w rurze odpływowej, tylko pomiędzy odpływem a rurą, wewnątrz urządzenia). Fachowiec (ten sam) załatwił to w pół godziny, na miejscu. 70 zł.

A dziś w samochodzie - dla odmiany - padł rozrusznik. Pan Tomek (zaufany mechanik, "lekarz pierwszego kontaktu" naszego pojazdu…) przyjechał, postukał. Zapaliliśmy "na pych" i opelek powędrował do warsztatu. Nie wiem, jak długo tam zostanie (na szczęście mam od kogo pożyczyć auto na parę dni). Nie wiem też jeszcze, ile to będzie kosztowało - pan Tomek zadzwoni, jak rozkręci i sprawdzi, w czym rzecz. Ale już się boję, co usłyszę.

I to wszystko w trzy tygodnie. Cholerny Murphy…

Fajnie, co? ;-)

 

12:17, puuchatek
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 listopada 2016

Pucek ma tysiąc pomysłów na minutę - z czego mniej więcej trzy czwarte dotyczą tego, co chciałby dostać w prezencie. Problem "co napisać w liście do Mikołaja" pojawia się już od sierpnia. I - jak to u Pucka - najgorszy jest poziom decyzji. To? A może Tamto? Czy jednak Jeszcze Coś Innego?…

Niestety, duża część puckowych pragnień jest raczej nie do zrealizowania. Klocki Lego - super, jestem za, ale jak Pucek z błyskiem w oku pokazuje mi swój wymarzony zestaw (to znaczy - ten, który jest wymarzonym akurat dziś…), to już wiem, że go raczej nie dostanie. Bo wydanie 400, 500 czy (był i taki) 1,6 tys. zł na klocki Lego raczej nie wchodzi w grę. Podobnie ma się sytuacja z interaktywnym, zdalnie sterowanym robotem za drobne 800 zł i temu podobnymi atrakcjami.

Mieliśmy ostatnio poważną rozmowę - tak poważną, jak można z ośmiolatkiem na takie tematy przeprowadzać. Wyjaśniłem, że to są naprawdę Bardzo Drogie Zabawki i że nas na nie po prostu nie stać, bo jest tak, jak jest i nie mamy bardzo dużo pieniędzy (podejrzewam, że jakbym miał bardzo dużo pieniędzy, to i tak miałbym opory przeciwko wydaniu ośmiu stów na "zdalnie sterowanego…" i tak dalej, ale to już zupełnie inna historia). Pucek zaczął myśleć. Myślał dwa dni.

A dziś przyszedł do mnie… ze swoim małym portfelikiem, w którym trzyma swoje oszczędności (wiadomo - coś dostanie od dziadka, coś od cioci, kilka stów już się tego zebrało…). I powiedział, że właściwie to jemu te pieniądze niepotrzebne, więc żebym ja je wziął, bo przecież utrzymanie domu (tak powiedział!) jest ważniejsze.

Wyściskałem go i wytłumaczyłem, że aż tak źle to jeszcze nie jest, że z głodu nie umieramy i absolutnie nie tknę jego oszczędności. Ale wiecie co? Wzruszyłem się jak stary siennik. Gdzie w takim małym człowieku mieści się takie wielkie serce?…

wtorek, 01 listopada 2016

Jakoś mi trudno pisać. Ale chodzi mi po głowie stara piosenka Dona McLeana. Znacie? To posłuchajcie.

 

23:26, puuchatek
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 87