Archiwum
Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
wtorek, 23 września 2008
Mały aneks do poprzedniego wpisu.
Dzwoni telefon. Komórkowy. "Halo? Czy to pan Puchatek? Jestem kurierem z firmy X, mam dla pana przesyłkę i chciałem zapytać, czy będzie pan w domu po siedemnastej..."
Szybka praca umysłowa. Kurier? Przesyłka? Jakąś płytę ostatnio Puchatek na Allegro kupował, ale sprzedający pisał, że pocztą wysyła... Ki czort? Co za przesyłka kurierska?
Pan kurier zjawił sie we własnej osobistości i przyniósł paczkę. Dużą.
Paczka okazała się być przesyłką z Wielce Szacownego Wydawnictwa. Były w niej książki, które Puchatek dla Wydawnictwa tłumaczył. Tak zwane egzemplarze autorskie. Po trzy sztuki obu wybitnych dzieł.
No, po prostu uroczo. Egzemplarze autorskie. Ho ho. Tyle, że te egzemplarze to Puchatkowi na nic. I mógł je sobie osobiście odebrać, jak będzie w Warszawie (tak się przecież umawiał!).
A Szacowne Wydawnictwo, jak nie ma na co pieniędzy wydawać, to mogłoby sobie przypomnieć, ile jest Puchatkowi winne. Mianowicie pięć tysięcy złotych. Polskich, nowych. Do licha. A egzemplarze autorskie to sobie może...
No dobra, może lepiej już skończę. :-(

Puchatek najmocniej przeprasza, ale kończył był książkę. Dobrą, ciekawą, dobrze napisaną... Szczegółów na razie podać nie może, ale jak się ukaże, to da znać.

A poza tym? A poza tym jesień...
Jesień nigdy nie należała w Puchatkowie do ulubionych pór roku. A już taka jesień... Zimno, deszczowo... Zresztą - co Wam Puchatek będzie tłumaczył, bądź co bądź większość Czytelników tych notek też nie mieszka w Ciepłych Krajach...
No i mamy pierwszą ofiarę jesieni. Pietruszka parę dni temu zaczął kaszleć, a dziś już zaczyna zalegać i ma gorączkę. Kiepska sprawa.
A Puchatek jest zmęczony. Nawet nie czymś konkretnym (ostatnia książka specjalnie wykańczająca nawet nie była...), tylko tak ogólnie.
Przesilenie jesienne. Sen zimowy. I tak dalej.
Ech.
A Szanowane Polskie Wydawnictwo wisi Puchatkowi ponad pięć tysięcy. I pewnie będzie wisiało jeszcze parę tygdoni. Kocia Twarz. :-(
A Sia.sia w Szkocji. A Puchatkowy Tata jedzie za parę dni do Prowansji. Urlopowo. Emerytom to dobrze ;-)
A my co? Tylko... Wiadomo. Banany.
wtorek, 09 września 2008

I chciałoby się coś pisać… I trochę nie ma kiedy…

Pietruszka poszedł do zerówki. Na razie bezboleśnie. Mamy tu w G. taki specyficzny twór: "Przedszkole imienia Stefka Burczymuchy", co to z nazwy jest przedszkolem, ale są w nim wyłącznie oddziały "zerowe". No i dobrze - spokojniejszy przeskok do szkoły.
Pani, która prowadzi Pietruszkową grupę, okazała sie być bardzo sensowna. Spokojna, normalna, bez odpałów, doświadczona i wyraźnie lubiąca to, co robi. I naprawdę rozsądna. Oby tak dalej. A Puchatek… He he. Puchatek został (sam się zgłosił!) członkiem tak zwanej "trójki klasowej".
Tak, tak… Puchatek sam się edukował po różnych szkołach i uczelniach lat ponad dwadzieścia. Co więcej, jak wiedzą niektórzy, przez ładne kilka lat sam w szkole pracował. Czyli poznał polską oświatę z obu stron - od ławki i od pokoju nauczycielskiego. I być może dlatego Puchatek do polskiego systemu oświaty nie ma zaufania. Za grosz. Jeśli więc puchatkowe dzieci mają sie uczyć, to Puchatek zamierza - jakby to delikatnie powiedzieć - trzymać rękę na pulsie. I mieć na wszystko, co sie bedzie działo, wpływ tak duży, jak to będzie możliwe.
Howgh.
A poza tym?
Książka o Chinach na ukończeniu. Po niej czekają jeszcze cztery kolejne (mniej ambitne, lepiej płatne, czyli średnia w porządku ;-). A nie, przepraszam - pięć, bo właśnie dzwoniła A. z wydawnictwa RD z klasycznym pytaniem "Kiedy masz najbliższy wolny termin?". I jak usłyszała że w połowie marca, to się ucieszyła i kazała się "wpisać do kajecika".
No, Kocia Twarz, chyba sobie rzeczywiście kajecik założę ;-)
***
A taka Siasia to się do Szkocji wybiera. Tej to dobrze. "A my co? Tylko banany i banany".
Ech. :-(
***
Brakuje mi w życiu poezji. Właśnie kilka dni temu zdałem sobie z tego sprawę. Trzeba coś z tym zrobić. Czegoś posłuchać, coś poczytać. Gdzieś pójść na długi spacer. "Jesień idzie, nie ma na to rady" - ale coś trzeba robić, żeby nie zostać w tej jesieni na dobre.
Czyżbym wyrażał się mało precyzyjnie?
Trudno.