Archiwum
Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
piątek, 12 lipca 2013

Śledzę (w mediach, rzecz prosta) kolejne odcinki telenoweli z ks. Lemańskim i abpem Hoserem w roli głównej. I im więcej wiem, tym bardziej jestem załamany.

Poznałem ks. Wojciecha Lemańskiego w 2001 r., kiedy (prawie) nikt jeszcze o nim nie słyszał. Był to czas najostrzejszych sporów o Jedwabne, a w redakcji w której pracowałem ktoś tam dowiedział się że w Otwocku jest "taki ksiądz, co troszczy się o pamięć o miejscowych Żydach i niegłupio o tym Jedwabnem mówi". No i wysłali mnie, żebym z nim pogadał.

Tak, to ja byłem pierwszym dziennikarzem (w każdym razie z "dużych" mediów) który z ks. Lemańskim rozmawiał i go "światu pokazał". Na plebanii w Otwocku–Ługach rozmawialiśmy ponad półtorej godziny. Rozmowa ukazała się w gazecie (na całą kolumnę), a to co mówił ks. Lemański było naprawdę mądre, spokojne, rozsądne i wyważone. Nie wdawał się w dyskusje polityczne, w ogóle nie interesowały go spory "polsko–żydowskie". Zamiast tego stawiał dwa pytania: "Co ci ludzie (Polacy i Żydzi) wtedy czuli?" i "Co ja bym zrobił na ich miejscu?". Bardzo mnie to uderzyło – bo też były to w gruncie rzeczy jedyne pytania, na których – moim zdaniem – warto się było w tych sprawach zatrzymywać.

Później przez lata o ks. Lemańskim było coraz głośniej. Najpierw o jego zaangażowaniu w dialog chrześcijańsko–żydowski, później o kolejnych wypowiedziach (czasami ostrych, czasami pewnie nawet zbyt bezpośrednich…) na różne kontrowersyjne tematy. Kwestie pedofilii w Kościele i stosunku do ofiar, kwestia (najogólniej mówiąc) in vitro i sposobu, w jaki w polskim Kościele się o niej mówi…

Ja jestem – jak wiedzą ci, co mnie znają – uważnym czytelnikiem. Uważnie też czytałem wszystkie wypowiedzi ks. Lemańskiego, uważnie wsłuchiwałem się w jego słowa kiedy pojawiał się w telewizji czy w programach radiowych. Oglądałem (co prawda post factum, na YouTube) głośny program w którym u Tomasza Lisa "zderzał się" z Tomaszem Terlikowskim, coraz częściej najwyraźniej cierpiącym zresztą na tzw. "syndrom eksperta" ("Ekspert nie myśli, ekspert WIE").

Faktem jest, że ks. Lemański dyplomatą nie jest. Mówi to co myśli, czasami zbyt bezpośrednio, czasami może zbyt ostro. Mówi czasami za dużo – zdarza się, że mówi rzeczy które niewiele do sprawy wnoszą, a podnoszą napięcie i powodują emocjonalne reakcje. Ale przy tym wszystkim muszę powiedzieć, że nigdy, ani razu nie powiedział nic, co byłoby sprzeczne z nauczaniem Kościoła. Krytykował pewne formy, absolutnie nie negując treści. I ze sporą częścią tej jego krytyki się zgadzałem. Mnie także nie podobał się ton i forma wypowiedzi biskupów w sprawie in vitro. Mnie także nie odpowiada to, że tak łatwo omija się w Kościele trudne tematy.

I jeszcze jedno: kiedy z nim rozmawiałem, byłem pewien (jeśli na tym świecie czegokolwiek można być pewnym…) że przy wszystkich swoich wadach – braku dyplomacji, porywczości, odruchu walenia prawdą po głowie – jest to człowiek uczciwy i w pełni oddany Kościołowi.

Teraz okazuje się, że jego problemy – poza faktem, że mówił czasami rzeczy niewygodne – mają także inne podłoże. O tym, że za swoje zaangażowanie w dialog z judaizmem ks. Lemański dostawał po głowie, plotki krążyły od dawna – choć Bogiem a prawdą nie wyobrażałem sobie, że mogło to osiągać aż taki poziom. Jeśli to co powiedział o zachowaniu i słowach abpa Hosera jest choć w połowie prawdą (a – mówiąc uczciwie – nie mam cienia powodu, żeby ks. Lemańskiemu nie wierzyć), to jest fatalnie. Fatalnie.

Nie wiem właściwie, co mogę napisać. Jak to możliwe, że po całym pontyfikacie Jana Pawła II, po tym co mówił Benedykt XVI, po jednoznacznych i nie pozostawiających cienia wątpliwości wypowiedziach papieża Franciszka (żeby nie powiedzieć też: "po Vaticanum II i "Nostra aetate"!) w polskim Kościele jest tyle antysemityzmu? Jak to możliwe, że księża i biskupi wychowani przecież już po Soborze (abp Hoser przyjął święcenia w 1974 r.!) kwestionują w ogóle zasadność dialogu międzyreligijnego, zwłaszcza z judaizmem? Czy nie czytali soborowych dokumentów? Czy nie słuchali słów kolejnych papieży? Czy odrzucają to nauczanie?

Czytam właśnie wydaną przez niezawodny "Znak" znakomitą książkę "W niebie i na ziemi" – zapis rozmów kardynała Bergoglio (dziś – papieża Franciszka) i znanego argentyńskiego rabina (zresztą polskiego pochodzenia) Abrahama Skórki. Rozmawiają o wielu sprawach – od osoby samego Boga, poprzez kwestie kryzysu wiary, fanatyzmu religijnego, po takie "dyżurne" sprawy jak homoseksualizm, aborcja, eutanazja etc. Warto przeczytać tę książkę choćby po to, żeby zobaczyć jak można rozmawiać, jak – mimo wszystkich różnic – można ogromną estymą i przyjaźnią darzyć rozmówcę, jak nawet o ludziach żyjących zupełnie "nie tak" można wyrażać się z szacunkiem i troską.

Ale warto także przeczytać ją ze względu na wstęp – także napisany w dwugłosie – w którym rabin Skórka i kardynał Bergoglio piszą o dialogu międzyreligijnym. I o tym, że jest potrzebny. I ważny, wręcz niezbędny.

Warto także przeczytać taki tekst samego ks. Lemańskiego, który stara się wyjaśnić, skąd jego fascynacja (bo to jest fascynacja!) dialogiem z judaizmem. O, tutaj.

Co jest nie tak z polskim Kościołem? Dlaczego tak bardzo odbiegamy od powszechnej wizji z soborowych dokumentów i nauczania papieży? Dlaczego nie potrafimy mówić o trudnych sprawach tak, aby nie ranić i nie niszczyć? Dlaczego dla tak wielu polskich katolików (także kapłanów, biskupów…) "Żyd" to słowo niemal obraźliwe?

Gdzie w tym wszystkim jest Chrystus?

***

P.S. No i oczywiście niezawodny Tomasz Terlikowski musiał (koniecznie) i ten temat skomentować. Przyznał wprawdzie (to i tak sukces) że "pytanie o obrzezanie było naruszeniem obszaru prywatności" czy jakoś tak, ale odrzucił (rzecz prosta) zarzuty o nastawienie antysemickie, tłumacząc że "pytanie o pierwotne wyznanie nie jest niczym niewłaściwym" (nie cytuję dosłownie).

No i powiedzcie mi: czy pan Terlikowski naprawdę nie rozumie, o co chodziło? Czy nie potrafi pytania o obrzezanie umieścić w kontekście tego wszystkiego, co działo się poza tym? Czy rzeczywiście nie widzi, że pytanie o to, czy ks. Lemański nie jest Żydem z pochodzenia, jest w gruncie rzeczy pytaniem o jego uczciwość? No bo jeśli jest Żydem, to zapewne oznacza, że nie reprezentuje dobrze Kościoła w dialogu z judaizmem, że jest agentem "drugiej strony"…

Czy pan Terlikowski naprawdę nie rozumie? Czy syndrom eksperta nie pozwala mu już po prostu zastanowić się na spokojnie nad tą sytuacją?

Czy po prostu rżnie głupa?…

***

P.S. 2 - Właśnie ukazało się oświadczenie kurii warszawski-praskiej, w którym czytamy że takie słowa nigdy nie padły, rozmowa dotyczyła czego innego, abp. Hoser nigdy nie negował potrzeby zaangażowania ks. Lemańskiego w dialog z judaizmem etc. Powoływanie się na to, że "istnieje protokół z tej rozmowy" jest kiepskim argumentem (przecież wiadomo, że coś takiego w protokole by się nie znalazło). Problem polega na tym, że rozmowa (co przyznaje ks. Lemański) odbywała się w cztery oczy. Słowo przeciwko słowu. Nie wiem, w co wierzyć. Naprawdę nie wiem. Smutno mi.

wtorek, 09 lipca 2013

Wakacje się zaczęły. Zmęczenie spływa ze mnie powoli, ale skutecznie. Czasami muszę się przełamywać, żeby się za cokolwiek zabrać – ciągle czuję się niewyspany, choć gdyby spojrzeć na zegarek, to śpimy całkiem sporo. Może po tym roku potrzebuję uczciwego odespania?

Potwory starsze były dziewięć dni poza domem, na wyjeździe z tą samą grupą co w ubiegłym roku. Jedno dziecko w domu zamiast trójki… Muszę przyznać, że to także miało swój urok. Czasem nawet udawało mi się dojść do głosu i (niesamowite!) dokończyć rozpoczęte zdanie. Choć Pucek robił co mógł, żeby nadrabiać za rodzeństwo. A starszaki dziś wieczorem wracają. Życie jest ciężkie…

My byliśmy cztery dni na Suwalszczyźnie. Piękne tereny… Lasy, jeziora, cisza – całkiem jak Mazury, tylko bez tłumów turystów. Trzeba by się tam kiedyś wybrać na dłużej.

Książka do tłumaczenia wreszcie dotarła. Tylko nie ta. Okazało się, że tamta była… po niemiecku. Ale to i lepiej, bo ta jest zakwalifikowana jako "trudniejsza", co oznacza że nieco więcej za nią płacą. A de facto trudniejsza nie jest – bo to kolejne dzieło o podobnej tematyce, więc całe słownictwo mam już nieźle opracowane.

Za jakiś tydzień odwożę M. z potworami na Drugi Koniec Polski, a sam wracam do domu na parę dni popracować. A potem do nich dołączam – i jedziemy na wyprawę.

Trochę muzyki się zebrało, trochę książek do wymienienia w tym miejscu – ale to już nie teraz. Na razie kończę, bo… spać mi się chce.