Archiwum
Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
poniedziałek, 18 czerwca 2007


Jutro Potwory lądują na całe popołudnie u Cioci (tak, tej samej, tej od Peugeota...). A Puchatki idą sobie... gdzieś. Jeszcze nie wiedzą, gdzie, ale na pewno jakaś romantyczna obiadokolacja będzie w planach (zapewne po włosku, bo oba Puchatki są entuzjastycznie nastawione do dobrej pizzy...).

"Potem kino, kawiarnia i spacer"... No, zobaczymy jak z tym kinem, ale spacer na pewno. Czyli romantyczna randka we dwoje :-)

Bo jutro mija osiem lat od Pamiętnego Dnia. Osiem lat! Aż trudno uwierzyć.... :-)

***

A tak przy okazji: czy wiecie, co jeszcze obchodzone jest 19 czerwca?

Urodziny Garfielda! Naprawdę. Możecie zobaczyć - konsekwentnie, co roku, od kilku dni już się o tym wspomina, a 19 Garfield obchodzi urodziny.

Zobaczcie TUTAJ - za każdym razem, kiedy klikacie na ten link, wchodzicie na AKTUALNY, dzisiejszy pasek autosrtwa Jima Davisa.

I Garfield ostatnio też jest na diecie... Cóż za zbieg okoliczności, nieprawdaż? ;-)

piątek, 15 czerwca 2007


W sobotę pojechał Puchatk do... Gdańska. Cztery godziny w pociągu Intercity, trzy godziny na miejscu, cztery godziny z powrotem.

W ciągu trzech godzin w Gdańsku obejrzał Puchatek Peugeocika, pojeździł nim, przeszedł się po starówce, zjadł najohydniejszą pizzę w życiu.

A, i jeszcze zapłacił panu od Peugeocika zaliczkę.

W związku z czem w środę (tak, tak, trzynastego...) wsiadł Puchatek ponownie w pociag do Gdańska, lekko spanikowany faktem wożenia w plecaku Dużej Sumy Pieniędzy.

Na szcześćie nikt puchatkowego wyświechtanego plecaczka o Dużą Sumę nie podejrzewał, w związku z czem dojechał Puchatek szczęśliwie i w jednym kawałku. Zresztą w towarzystwie Cioci, czyli Sponsora Całej Imprezy.

W Gdańsku Puchatek zapłacił, umowęp odpisał, odebrał kluczyki i Peugeocika z peeeełnym bakiem. I ruszył w towarzystwie Cioci w kierunku Stolicy.

Gdańsk - Warszawa - MIasto G.

Dokładnie 400 kilometrów. Już przed północą Puchatek był w domu, wymęczony, ale...

:-))))

Zadowolony takoż. No bo to inna jazda jednak, niż Matizkiem.

A zatem nowy Puchatkowóz prezentuje się następująco:

Silnik 2.0 HDi (DWA LITRY TURBO DIESEL - no, tego się po prostu nie da napisać małymi literami ;-). Ciągnie jak smok, a pali w trasie 6 litrów na sto.

Cztery poduszki powietrzne. ABS. System kontroli trakcji. I parę innych bajerów. :-)

A, i jeszcze - przebój sezonu - klimatyzacja :-D - do małej naprawy (uzupełnić wymiennik i naprawić jeden wiatraczek). Na letnią wyprawę z Potworami - w sam raz :-).

M. sie trochę boi na razie, bo po Matizku Peugeocik sprawia wrażenie ciężarówki :-)

A wygląda tak:




(To nie ten, nie chciało mi się robić zdjeć, złapałem jakieś z sieci).

Mrrrrrrrrrrrrrr... :-)
piątek, 08 czerwca 2007


"Cóż masz, czego byś nie otrzymał", mówi Pismo, a poeci za Pismem chórem powtarzają.

Zdanie często nadużywane, ale jego prawdziwość uświadamia sobie człowiek w konkretnych sytuacjach.

Puchatkowy Ojciec jest człowiekiem, który wszystko, co w życiu ma, osiągnął własną, ciężką pracą. Mieszkanie (niezgorsze), samochód, przyzwoity status materialny etc. - wszystko to osiagnął w zasadzie po pięćdziedziesiątym roku życia. Bo przedtem był PRL, bo więcej czasu poświęcał (ojciec, znaczy się) na "konspirę" niż na zarabianie pieniędzy, bo był zbyt przyzwoitym człowiekiem, żeby kraść i kombinować... Bo jego rodzice - czyli puchatkowi dziadkowie - przed wojną ludzie dosyć majętni, po wojnie nie mieli nic.

"Własną ciężką pracą"... Puchatek stwierdza, że o sobie tego powiedzieć nie może.

Nie znaczy to, że wszystko w życiu Puchatek na tacy otrzymał - o, nie. Na co dzień Puchatek pracuje ciężko, żeby to normalne, codzienne życie sobie i rodzinie umożliwić.

Ale od czasu do czasu - i to zawsze w momentach najmniej oczekiwanych - zjawia się w puchatkowym życiu jakiś Dobry Anioł, który ni z tego, ni z owego daje Puchatkowi coś, co poza to "codzienne życie" wykracza. Ot, tak. Za darmo.

Kiedy Puchatek i M. zaczęli na poważnie planować ślub, dowiedzieli się, że Puchatkowa Mama postanowiła dać im "w prezencie" swoje mieszkanie. Nie po śmierci, nie w spadku - ale teraz.

Fakt, Puchatkowa Mama mieszkania nie potrzebowała, bo razem z mężem (drugim) mieszka gdzie indziej i - jak wiekszość ludzi - w dwóch mieszkaniach na raz mieszkać nie umie.

Ale przecież Puchatkowa Mama mogła mieszkanie po prostu sprzedać - i na przykład dać Puchatkowi w prezencie ślubnym połowę tych pieniędzy. Albo jedną czwartą. Albo nie dać w ogóle. Albo wziąć te pieniądze (mieszkanie w Warszawie nawet te osiem lat temu miało sporą wartość!) i pojechać w podróż dookoła świata. Na przykład.

Gdyby tak się stało - Puchatki nie miałyby dziś Chatki swojej, a raczej mieszkałyby w jakimś mieszkaniu. Małym. Bo na Chatkę - nawet wziąwszy pod uwagę kredyt etc. - nie byłoby Puchatków stać.

Ale Mama dała mieszkanie w prezencie. Ot, tak. I dzięki temu Puchatek pisze te słowa słuchając jak Potwory chlapią się wodą w ogródku, a po drugiej stronie uliczki sąsiad kosi trawę. Dzięki temu Puchatki mają własny domek - nieduży, ale własny i miły bardzo.

***

- Musimy poważnie porozmawiać - zagaiła do Puchtka Osobista Ciotka. I porozmawiała, choć poziom zapowietrzenia Puchatka sprawił, że rozmowa była głównie jednostronna.

Osobista Ciotka - skądinąd Puchatka chrzestna matka, co jeszcze bardziej zbliża ją do kategorii Dobrych Wróżek... - oznajmiła Puchatkowi, że ma pewne pieniądze, które zamierzała Puchatkom zapisać w testamencie. Ale pomyślała, że ponieważ zamierza jeszcze trochę pożyć (to cytat...), to właściwie po co Puchatki mają czekać na te pieniądze. I że ona chce je wręczyć już teraz - jako "dotację celową".

- Bo jak ostatnio patrzyłam, jak się pakowaliście do tego waszego autka, ciasno, bagaże pod nogami, to pomyślałam, że warto byłoby, żebyście sobie nowy samochód kupili.

...

No cóż. Od jakiegoś czasu Puchatki - nic o tym nikomu, także Osobistej Ciotce, nie mowiąc - myśłały właśnie o zmianie autka na większe. Bo rzeczywiście - matizek (z butlą gazową zajmującą cały bagażnik...) nadaje się do jazdy po mieście G. i okolicach, ale już na Wakazyjną Wyprawę z Potworami - nie bardzo... A jeśłi dodać, że Puchatki planują jeszcze jednego Potwora... No właśnie.

I liczyły Puchatki, i liczyły, i wyszło im, że owszem, jakiegoś dziesięcioletniego kombiaka to może i kupią... Z kredytem (kolejnym)...

A tu - pstryk. Będą pieniądze na auto. Ot, tak.

Nie, spokojnie - nie na nowe z salonu... Aż tak dobrze to nie ma :-)

Ale na trzy-czteroletniego Berlingo albo Partnera - wystarczy.

***

Z jednej strony - jak człowiek sam na coś zapracuje, to pewnie bardziej to ceni.

Z drugiej - jak się coś dostanie, to chroni przed pychą i samozadowoleniem ("...tymi rękami... ciężką pracą... podziwiajcie..."), do których to brzydkich uczuć Puchatek ma - nie da się ukryć - duże skłonności.

Osobistej Ciotce - która nie raz już Puchatkom bardzo pomogła w różnych Sprawach - to chyba już tam w niebie naprawdę dobre miejsce szykują (na przyszłość, znaczy). Takie z wygodami i klimatyzacją :-)

A Puchatek jedzie jutro oglądać Peugeocika.

***

"Cóż masz, czego byś nie otrzymał..."