Archiwum
Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
poniedziałek, 24 maja 2010

Obiad. Puchatki siedzą i jedzą. Rozmowa jak to przy obiedzie, o wszystkim i niczym z akcentem na "o niczym". Pietruszka siedzi i myśli.

I myśli.

I myśli. I nagle, ni z gruszki ni z pietruszki, pada pytanie zadane tonem poważnym i głęboko refleksyjnym:

- Tato, a kupisz mi sztuczną szczękę?

QUE?!

Straszny czas. Nie, żeby coś się konkretnie złego działo - ale dobrego też niewiele, a do tego dochodzi typowe zmęczenie przedwakacyjne. Jakoś tak się to głupio składa - rok w rok - że zawsze w okresie od kwietnia do połowy lipca jest najwięcej roboty. Człowiek już zmęczony, wakacji jak kania dżdżu wypatruje - a tu właśnie największe kobyły się walą na głowę i nawet czasu nie ma żeby na jakiś porządny spacer pójść...

Wakacje owszem, zapowiadają się miło - może bez fajerwerków, ale w końcu z trójką Potworów jeszcze przez jakiś czas fajerwerki nie mają szans... Ale jednak miło. Co i jak - o tym kiedy indziej.

***

Z aktualności:

Pyszczak - lat już niemal dwa - z dnia na dzień dowodzi, że na swoje imię sceniczne zasługuje w pełni. Pyszczy albowiem jak stary. Gada tak, że słuchającym go ludziom szczęki opadają - a zaraz potem wracają na swoje miejsce w paroksyzmach niekontrolowanego chichotu.

Wraca M. z Potworami ze spaceru (zgadnijcie, co Puchatek robi w tym czasie...), na ulicy pięćdziesiąt metrów od domu jakiś człowiek grzebie w silniku samochodu. Pyszczak - z chodnika po drugiej stronie ulicy - drze się na pół osiedla:

- Bebondy! ["Dzień dobry" - przyp. tłum.].

Człowiek przy samochodzie nawet się nie odwraca, bo ani nie rozumie, ani nie kojarzy faktu, że owo "bebondy" skierowane jest do niego. Inne dziecko pewnie poszłoby dalej albo się speszyło... Ale nie Pyszczak. Pyszczak staje, łepetynę wyciąga wyżej i krzyczy głośniej:

- Babondy! Hajo hajo, bebondy! BEBONDY, pan!

Pan zaczyna łapać, że to do niego, więc niezmiernie zdziwiony odwraca się i spotyka zdecydowany wzrok Pyszczaka, który stoi z miną misia Paddingtona (podobieństwo chyba nieprzypadkowe i wielopłaszczyznowe...) i drze się coraz głośniej:

- BEBONDY! Bebondy pan!

- Dzień dobry - odpowiada "pan" niepewnie.

Pyszczak się uśmiecha ("No, wreszcie, załapał") i spokojnie rusza w dalszą drogę.

A na przykład wychodząc ze sklepu mówi "Bomymema!" ["Do widzenia" - przy. tłum.] tak głośno, że wszyscy ludzie w sklepie odruchowo mu odpowiadają.

Albo tak: Pyszczak na huśtawce, na placu zabaw. Ciepło, ale wiatr zaczyna wiać, więc M. wkłada mu na głowę kapelusik, w którym Pyszczak jeszcze bardziej przypomina misia Paddingtona. Dziecię jednak ma inne plany - kapelusz nie i już. M. usiłuje mu "wytłumaczyć", na co dziecię wygłasza tekst:

- Papa ne! ["Czapa nie" - przyp. tłum.]. Mama, papa ne! Jająco w papę ["Gorąco w czapę" - przyp. tłum.]. Jająco, tujta wodna!

Kurtyna opada, łapiąc się za głowę.

piątek, 21 maja 2010

Nie mam ostatnio czasu na pisanie, ale TO Wam po prostu muszę pokazać... Obejrzyjcie sobie taki filmik (Justyna, popatrz jak ona trzyma to wiosło...).

 

Padłem. I jeszcze leżę :-D