Archiwum
Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
wtorek, 30 listopada 2010

Zawaliło, zawiało, i nagle okazało się, że jest zima. W takich sytuacjach Puchatek szczerze marzy o tym, żeby ocieplenie klimatu postępowało nieco szybciej.

Nie, żeby Puchatek śniegu nie lubił... odgarniać. Ale poświęcanie na to wesołe i skądinąd zdrowe zajęcie dwóch godzin (dwóch WIECZORNYCH godzin, które naprawdę można było wykorzystać na kilka ciekawszych sposobów...) uważa Puchatek za lekką przesadę. Zwłaszcza, że padające z nieba Białe Paskudztwo stosunkowo szybko zaciera ślady puchatkowej interwencji...

Szalony kołowrotek zwany przewrotnie codziennością wiruje jak zwykle. Dzieje się tyle rzeczy na raz, że nawet nie ma kiedy się nad nimi spokojnie zastanowić. A tu jeszcze jakieś jesienno-zimowe kaszle Potworów się zaczynają...

A na dodatek w Chatce Puchatków szaleje remont. Remont panoszy się wprawdzie tylko w przedpokoju, ale i tak jest złośliwy i gryzie.

A wczoraj (czyli w poniedziałek) Pietruszka jechał z klasą na wycieczkę (!) do kina w Warszawie (!) autokarem (!!!). Z powiatowego miasta G. do stolicy jest raptem trzydzieści kilometrów... Ale trafiło na WCZORAJ. Dzieci były w kinie dwie godziny (łącznie z jakąś zabawą zorganizowaną po obejrzeniu filmu o oceanach w 3D). A w autobusie spędziły łącznie około PIĘCIU godzin. Pięć godzin zajęło im przejechanie (łącznie, w obie strony) sześćdziesięciu kilometrów. Pietruszka po wyjściu z autokaru nie nadawał się do użytku - dopiero jak przyszedł do domu, zjadł coś, zległ na godzinę - to odżył...

Nieeee, Puchatek zimy nie lubi...

***

Z kronikarskiego obowiązku Puchatek donosi, że ukazała się już najnowsza płyta Loreeny McKennitt "The Wind that Shakes The Barley". W Polsce oficjalnie jeszcze jej chyba w sklepach nie ma, choć na niezawodnym Allegro już można ją upolować (ale ceny na razie wysokie). Fragmentów można posłuchać TUTAJ. O Loreenie McKennitt już Puchatek był kilka razy pisał (o, na przykład TUTAJ).

Jakąś "recenzję" na pewno Puchatek tu wrzuci, jak tylko dostanie płytę w łapy (co, jak Puchatek się zna, nie zajmie dużo czasu...).

środa, 24 listopada 2010

Piątek, sobotę i niedzielę spędziły Puchatki w Węgierskiej Górce (czyli w Beskidzie Żywieckim). Wyprawa była na zaproszenie Pewnych Znajomych, którzy poprosili Puchatka o bycie ojcem chrzestnym ich córeczki. Nie, znajomi mieszkają w Warszawie - ale tam właśnie dziecię było chrzczone, z przyczyn różnych.

Dom u uroczych beskidzkich górali (gospodyni, Jagusia, była zresztą chrzestną matką). Cały dom dla nas (to znaczy dla czworga Znajomych i pięciorga Puchatków). Jedzenie takie (i w takich ilościach), jakbyśmy wszyscy pracowali ciężko pod ziemią. Pogoda fantastyczna (to znaczy - jak na listopad).

Ado tego na dole, w "salonie" - kominek, przy którym siedzieliśmy sobie wieczorami leniwie gadając na Poważne Tematy. Jak to przy kominku...

Trochę zdjęć w linku po lewej. :-)

czwartek, 04 listopada 2010

Piłeczka usiłuje zapalić świeczkę. Intensywnie pociera zapałką o draskę - niestety, z tej strony pudełka od zapałek draska jest akurat zdarta, chyba też nieco zawilgocona. Zapałka za nic nie chce się zapalić.

- Spróbuj z drugiej strony - radzi dziecku Puchatek.

Piłeczka patrzy na ojca z niedowierzaniem... No, ale skoro tata tak mówi, to chyba musi być prawda, nie?

Więc dziecko posłusznie... odwraca zapałkę i zaczyna pocierać o tę samą draskę końcówką bez siarki.

Jeszcze godzinę potem brzuchy nas bolały.