Archiwum
Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
poniedziałek, 28 lutego 2011

Chciałem napisać o tym, że zima się przeciąga, że pracować sie nie chce, że muzyki brak i że najchętniej rzuciłoby się robotę w kąt i pojechało gdzieś... Chciałem napisać - ale coś mnie tknęło i zajrzałem w historię bloga. I trochę mi się głupio zrobiło, bo jak przeczytałem notki z początku marca ubiegłego roku, t doszedłem do wniosku że właściwie nie musze nic pisać. Mógłbym po prostu przekleić tamte teksty - i dokładnie oddawałyby moją obecną kondycję psychofizyczną. Nawet ta sama piosenka kręci mi się po głowie od kilku dni ("Coś mi mówi, że / Ta zima kiedyś musi minąć...").

A to, przyznacie, byłoby nudne.

Widać te ostatnie chwile zimy po prostu tak właśnie na mnie wpływają... Tylko jakoś mnie to nie pociesza.

Cholera, czy ja się na starość nie robię po prostu marudny?

poniedziałek, 21 lutego 2011

Ferrrrie....

Ile razy Puchatki próbowały się udać na ferie zimowe, zasze coś szło nie tak. Zawsze (zawsze!) któryś z Potworów był chory.

A tym razem się udało. No, normalnie się wzięło i udało! Udały się Puchatki na tydzień do Węgierskiej Górki. Wzięły Puchatki ze sobą narty nawet! To znaczy: narty były dla Potworów Starszych (nie ukrywa Puchatek, że "spadkowe", po dzieciach kuzynki, które to dzieci dawno z nich wyrosły). Narty były też dla M. (poożyczone). Puchatek robił był za kierowcę i donosiciela sprzętu.

Ponieważ w Węgierskiej Górce nie było śniegu (!), jeździły Puchatki do Szczyrku. I tam, na oślej łączce znanej pod dumnym imieniem "Stok Krasnal" odbywało się białe szaleństwo.

Potworom Starszym rodziciele zafundowali naukę z instruktorami, łącznie dwa razy po godzinie. I wystarczyło - już po pierwszych dwudziestu minutach Potwory zasuwały na nartach lepiej, niż Puchatek kiedykolwiek. Wyciąg "wyrwirączka" nie stanowił dla nich problemu. Stok "Krasnal" także. Szuuu.

Szkoda, że to taka droga zabawa: godzina pracy dwojga instruktorów plus wyciągi i inne drobiazgi - razem wychodziło około dwustu złotych polskich nowych. Nieźle.

Ale chyba było warto (choć puchatkowe konto w związku z tym znowu świeci pustkami, a najbliższe wpływy będą za jakiś tydzień).

A w czasie kiedy Starsze Potwory szuuusowały z "Krasnala", Pucek - czyli Potworek Najmłodszy - zjeżdżał z małej góreczki na własnej, wypożyczonej, absolutnie zawodowej parze nart. Prawdziwych. I w kasku. Prawdziwym.

I wiecie co? W ogóle się nie bał. Nogi uginał, odwłok wypinał i jechał. Ani razu się nie wywalił, równowagę trzymał jak stary. A widok Pucka w czerrrwonym kombinezonie, kasku i znartami na nogach wywoływał szerokie uśmiechy nie tylko u puckowych rodzicieli, ale u każdej przechodzącej osoby.

Zresztą zobaczcie sami. Alberto Tomba też tak zaczynał... zapewne.

wtorek, 08 lutego 2011

Czasami jest poprostu tak, że chciałoby się być gdzie indziej, niż się jest. Że przed oczami jawi się jakieś miejsce - albo jakaś droga - a "tu i teraz" wydaje się być znacznie gorszym miejscem. Tak, to oczywiście (najczęściej) iluzja i fikcja. Nie na darmo Ignacy Loyola uczył swoich wspołbraci, żeby nigdy, pod żadnym pozorem nie pdejmowali ważnych decyzji w czasie strapienia.

Ale czasami tak po prostu jest, że człowiek czuje się źle. I że chciałby być gdzie indziej, niż jest. Niekoniecznie w kategoriach geograficznych.

 

środa, 02 lutego 2011

Prośba jest niewinna i nie wiąże się z żadnymi nakładami finansowymi. Po prostu:

TRZYMAJCIE KCIUKI.

Za Puchatka konkretnie. Ambitna Książka o Chinach, którą Puchatek był tłumaczył w roku Pańskim 2009, a która (na skutek różnych opóźnień) ukazała się na początku roku 2010, została (obok 46 innych pozycji) zgłoszona to tegorocznej Nagrody Kapuścińskiego.

Mało tego - właśnie Puchatek był otrzymał informację, że przeszła "wstępne eliminacje" i zakwalifikowała się do właściwego konkursu (nie wiem niestety, ile z tych 46 książek te eliminacje przeszło).

Wygrana - poza nagrodą dla Autora - oznacza także nagrodę dla tłumacza: mniejszą, ale w wymiarze finansowym całkiem konkretną.

Ale nawet zakwalifikowanie się do 10 ostatecznie nominowanych (a tymbardziej do piątki finalistów) oznacza duży prestiż i zwiększenie się szans na ciekawe i ambitne tłumaczenia, przekłasające się (co także nie bez znaczenia) także na finanse...

Fajnie by było, prawda? :-)

Dziesiątka nominowanych zostanie ogłoszona w marcu, piątka finalistów - w kwietniu, a ogłoszenie zwycięzcy - dwunastego maja.