Archiwum
Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
wtorek, 10 lutego 2009
Tak, tak, to wcale nie pomyłka. Wiem, jest luty, mróz nocami, w dzień też nie za ciepło, we Francji zimowe wichury a na Wyspach zima zła.
Ale gdzieś tam, w górze, już czuć takie charakterystyczne, zupełnie inne powietrze. Powietrze, które - nawet, jeśli ma minus pięć stopni - inaczej pachnie. Już nie pachnie zimą.
Czuję, że krew zaczyna mi krążyć z żyłach (mój Boże, jakież to banalne i oklepane stwierdzenie! Czyżby nie stać mnie było na bardziej płynny język?...).
***
Choroby w Puchatkowie jakby dobiegają końca. Nie, nie skończyło się na tamtej grypie i jej konsekwencjach. To by było za proste! W ubiegły poniedziałek M. zawiozła Pyszczaka do pani doktor na kontrolę. Pani doktor osłuchawszy i obmacawszy niedużą pyszczakową osobę stwierdziła z ostrożnym optymizmem, że "jest dobrze". Oskrzela wreszcie czyste, żadnych świstów, wszystko (tfu, fu!) gra. Zalecenie było jedno: jeszcze tydzień kwarantanny. Żadnych wizyt znajomych (ani wizyt u znajomych), żadnych dzieci. Pietruszka i Piłka - mimo zakończenia ferii - mają jeszcze przez tydzień zostać w domu, żeby Pyszczakowi nic nie przynieść.
I co? I d... e, znaczy, Kocia Twarz, chciałem powiedzieć. Bo co z kwarantanny, skoro właśnie w czasie kontrolnej wizyty w przychodni Pyszczak - osłabiony przecież i z obniżoną odpornością - złapał rotawirusa.
Poniedziałek i wtorek były spokojne, w środę - gorączka i ostry marud, a noc ze środy na czwartek w zasadzie bez spania, bo co dwadzieścia minut trzeba było szanowny pyszczakowy tyłek przewijać. W czwartek pani doktor przyjechała do domu, westchnęła ciężko, dała odpowiednie wspomagacze...
Na szczęście okazało się, że Pyszczak przeszedł rota stosunkowo łagodnie. Po tej upiornej nocy był jeszcze ciężki czwartek, ale kolejna noc była już dużo spokojniejsza - i od piątku w zasadzie był spokój. No i obyło się bez pawi, co jednak ułatwiało życie i zmniejszało ryzyko odwodnienia i takich tam...
Teraz jest już chyba dobrze - tyle, że idą mu kolejne zęby, więc jeszcze się budzi w nocy z miałkotem, jeszcze w dzień bywa chwilami marudny nieco... Ale wyraźnie najgorsze za nami. Chyba...
***
A swoją droga Pyszczak ma osiem miesięcy. Raczkuje jak stary (dogonić go trudno), staje przy każdej rzeczy, przy której się da (i przy połowie tych, przy których się nie da, co zmusza rodziców do sportów ekstremalnych w postaci rzutów na podłogę połączonych z łapaniem dziecka; udaje się w ośmiu przypadkach na dziesięć). No i ma sześć zębów. Krokodyl jeden. No.