Archiwum
Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
poniedziałek, 26 lutego 2007


M. miała urodziny i dostała w prezencie "Wiersze zebrane" Stanisława Barańczaka.

I teraz Puchatki na zmianę podczytują.

Pamiętam, jak mając lat ...naście odkryłem Tuwima. Jak przeczytałem WSZYSTKO, od deski do deski, całe "dzieła zebrane" ("Czytelnik" wydał taką ładną serię - 6 tomów w białych obwolutach: 2 tomy wierszy, 2 tomy juwenaliów, "Kwiaty polskie" i "Jarmark rymów").

Pamietam zachwyt nad nieprawdopodobną wirtuozerią, z jaką Tuwim posługiwał się językiem. Każde zdanie, każda fraza iskrzyła, mieniła się, każde słowo i każdy przecinek były dokładnie tam, gdzie być powinny. Poczytajcie (na głos!) choćby dziecięcą "Lokomotywę"... Przeczytajcie "Grande valse brillante" z "Kwiatów Polskich", gdzie wiersz czytany z normalnymi, polskimi akcentami ma rytm walca...

Wiersze Tuwima nie mają filozoficznej głębi i mądrości Staffa, nie opisują tak baśniowych światów, jak poezje Leśmiana - ale kipią od emocji wyrażonych z niedościgłą maestrią w każdej frazie, w każdym zdaniu. Wśród dwudziestowiecznych polskich poetów nie było drugiego takiego mistrza Słowa, jak Tuwim. A i wcześniej było ich niewielu.

A teraz czytam sobie Barańczaka (którego przecież kiedyś już czytałem - ale widać do pewnych odkryć poetyckich trzeba sobie podojrzewać) i...

I odkrywam to samo.

Język - ten sam język, którym mówię, którym podobno niezgorzej się posługuję - okazuje się być tak plastycznym, tak uległym tworzywem! Rytm, frazeologia, zabawy semantyką, ba - głupia interpunkcja mogą wyrażać znacznie więcej, niż jesteśmy w stanie na co dzień sobie wyobrazić. Barańczak - podobnie jak Tuwim - pozostaje wirtuozem języka niezależnie od tematu, którym się zajmuje. Czy pisze o domu, który kupił, czy o problemach ze znalezieniem miejsca do parkowania w amerykańskim mieście, czy o poczuciu zniewolenia w peerelowskiej rzeczywistości, czy też tworzy bluesa (...w rytmie bluesa!) o odśnieżaniu ścieżki przed domem - robi to tak samo płynnie, tak samo elegancko i pozornie od niechcenia wykorzystując każde słowo.

Oczywiście - pisze inaczej niż Tuwim (bądź co bądź jest między nimi pół wieku różnicy - i jest to akurat takie półwiecze, w czasie którego w literaturze sporo się wydarzyło...), ale to jednak pokrewne sposoby patrzenia na świat i pokrewne sposoby wyrażania tego, co się widzi.

***

Kiedy słyszę Shane'a MacGowana i jego muzykę - mam ochotę sam zagrać. Ale kiedy widzę ręce Pepe Romero czy - ja wiem - Segovii, to wstydzę się sięgać po gitarę.

Z poezją jest podobnie. Czasami, kiedy czytam wiersze mam ochotę sam sięgnąć po pióro. Ale kiedy czytam Barańczaka czy Tuwima - wiem, że nie mam po co, bo  TAKICH wierszy nie napiszę, a GORSZYCH pisać nie mam ochoty. :-)

piątek, 23 lutego 2007


Kiedy dzieci uczą się trudnych słów...

Piłeczka:
- Mamoooo, a dlacego jak Alutka była chorrrra, do musiała dostawać archipelag?

...


Do piero po dłuuuższej chwili Puchatki doszły, że chodziło o... antybiotyk.

:-)

czwartek, 22 lutego 2007


Puchatek donosi, że po półrocznej przerwie wraca do limeryków. Jakoś nie było nastroju i weny - ale "w życiu twardym trzeba być, nie mientkim" przecie. Limeryki (link po lewej) znowu żyją!

:-)


wtorek, 20 lutego 2007


Historyjkę, którą Puchatek chce opowiedzieć, można by przedstawić na kilka sposobów.  Można opowiedzieć ją chronologicznie - wtedy musiałaby się zacząć dobre dwadzieścia lat temu... Ale nie, to nie jest dobry pomysł. Spróbujmy raczej budować napięcie. :-)

Wczoraj Puchatek wziął się za Stajnię Augiasza, czyli za swój Tak Zwany Gabinet, który do doprawdy dłuższego już czasu rozpaczliwie domagał się posprzątania. Sprzątanie było gruntowne, połączone z przekładaniem Papierów Wszelkich do Szuflad Rozlicznych. Puchatek ma odruch chomikowani papieru, więc trochę tego było...

W pewnym momencie z unoszących się w Tak Zwanym Gabinecie kłębów kurzu wydobył Puchatek pewną pocztówkę. Popatrzył, podumał i... sięgnął po telefon.

I tu musimy się cofnąć o lat kilka.

***

Dawno, dawno temu (obecność po drodze gór i lasów zależy od miejsca zamieszkania Szanownego Czytelnika) Puchatek - który grał wtedy nieco więcej, niż obecnie - wytąpił był na pewnym lokalnym festiwalu. Poprawka - wystąpiła w zasadzie Puchatkowa Znajoma o Wielkim Głosie, a Puchatek jej akompaniował.

Puchatkowa Znajoma śpiewała - między innymi - "Na moście w Avignon" (wiersz Baczyńskiego z muzyką Andrzeja Zaryckiego, znany z wykonania Ewy Demarczyk). Puchatkowa Znajoma dostała nawet jakieś wyróżnienie. Był rok Pański 1988 (chyba).

***

Minęło lat naście. Po drodze Puchatkowa Znajoma wyszła za mąż, a Puchatek czytał czytanie na jej ślubie. Potem Puchatek wyszedł za żonę, a Puchatkowa Znajoma śpiewała na jego ślubie psalm (i to jak!).

Rok po swoim ślubie Puchatek z M. byli na jednej za swoich Wielkich Wypraw Autostopowych - tym razem na południu Francji i na północy Hiszpanii. Czyli głównie w Pirenejach.

Jednakowoż jadąc w Pireneje zahaczyli takoż o Prowansję. I zwiedzali Awinion. I Puchatkowi się skojarzył ten koncert sprzed ...nastu lat. I napisał do Puchatkowej Znajomej kartkę. Kartka przedstawiała - a jakże - słyny most w Awinionie. Ten sam, o którym pisał Baczński...

Tyle, że - już po napisaniu kartki - Puchatek uświadomił sobie, że... nie ma adresu (bo Puchatkowa Znajoma z mężem w tak zwanym międzyczasie się byli przeprowadzli).

Więc zabrał Puchatek rzeczoną kartkę do domu, żeby po powrocie wręczyć ją osobiście. Był rok Pański 2000.

***

I właśnie wczoraj Puchatek tę kartkę znalazł. Kartkę w mostem w Awinionie. Kartkę sprzed siedmiu lat! Kartkę, która w jakiś niewyjaśniony sposób przeżyła niezauważona i nie zginęła w czasie Wielkiej Przeprowadzki z Warszawy do G. A najzabawniejsze, że już po jej napisaniu - jakieś pięć lat temu - Puchatki się z Puchatkową Znajomą i Jej Rodziną widziały, ale oczywiście nikt już o kartce nie pamiętał... Do wczoraj.

Puchatek uznał, że "takie przypadki nie istenieją". Sięgnął więc - jak napisał na początku - po telefon. I odnowił kontakt "zamrożony" przez ostatnie pięć lat (mniej więcej).

"Wszelki duch Pana Boga chwali!" wykrzyknęła w słuchawkę Puchatkowa Znajoma. I umówili się, że się wszyscy spotkają w którąś niedzielę na Dwurodzinnym Spędzie.

I tak Zapomniana Pocztówka pomaga odnawiać stare znajomości. :-)

A oto i ona:

"Na moście w Avignon"...



niedziela, 18 lutego 2007


Puchatek eksperymentuje. Na razie najbardziej bawi go fakt, że nie zmieniając filmu może zmienić czułość - jedno zdjęcie robić na ISO 200, a następne na ISO 1600... Że może ustawić sobie balans bieli w zależności od światła... Że może korygować tonacje kolorów i nie musi w tym celu kupować sześciu różnych rolek filmów...

Pierwsze eksperymenty - to tylko eksperymenty, ale zabawa przednia. :-)


wtorek, 13 lutego 2007


Ha!

Puchatek się doczekał. I ma. Wreszcie. :-D

I pstryka, pstryka, pstryka. Na razie - głównie testuje. Ale jak przetestuje do końca, to zacznie pstrykać ciekawiej. I wtedy pokaże :-)

Dłuuugo Puchatek czekał. Ale się doczekał. I jest dumnym właścielem poniższego (oraz 20 rat do spłacenia. Ale niewielkich ;-)




Szczegóły - TUTAJ, dokładna recenzja TUTAJ.


czwartek, 01 lutego 2007