Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
Blog > Komentarze do wpisu

Bunt na pokładzie

Odezwała się pani redaktor z Bardzo Prestiżowego Wydawnictwa, z którym już parę razy współpracowałem. Zaproponowała tłumaczenie książki. Książka ciekawa, nie bardzo trudna, termin też do zaakceptowania. Nawet chętnie bym ją wziął. Ale chyba nie wezmę. Właśnie odpisałem pani redaktor w sposób następujący (cytuję mojego maila prawie dosłownie, usuwając tylko informacje mogące ułatwić rozpoznanie wydawnictwa etc.).

"Szanowna Pani,

 

Z moich obliczeń wynika, że książka ma w zaokrągleniu 290 tys, znaków, co daje 7,25 arkusza albo 161 stron. Przy wynagrodzeniu 3,5 tysiąca złotych daje to nieco niecałe 483 zł za arkusz albo niecałe 22 zł za stronę. Netto (i to uwzględniając 50% kosztów uzyskania przychodu) wychodzi ok. 439 zł za arkusz albo niecałe 20 zł za stronę.

 

A mówimy o objętości tekstu oryginalnego, co oznacza, że rzeczywista stawka za tłumaczenie będzie jeszcze niższa (realnie poniżej 18 zł za stronę).

 

Proszę wybaczyć, ale to po prostu bardzo mało. Zdaję sobie sprawę, że czasy, kiedy za stronę tłumaczenia płacono powyżej 30 zł to już prehistoria ;-) - ale 18 zł to jednak dla mnie za mało.

 

Nie wiem, czy ta stawka jest negocjowalna - ale jeśli nie, to z przykrością zmuszony będę podziękować…"

 

Naprawdę? 18 złotych za stronę?

 

Jasne, nie jest to wina pani redaktor, która do mnie pisze - taki budżet jej dali. Ale przypomnę, że nie mówimy o firmie-krzak, ale o szanowanym, prestiżowym wydawnictwie. I że nie chodzi o tłumaczenie książki kucharskiej albo poradnika cerowania skarpetek, ale o poważną – choć popularnonaukową – pozycję.

 

A najgorsze jest to, że pewnie i tak znajdą kogoś, kto im za tę sumę to przetłumaczy. Oczywiście przetłumaczy średnio (…bo za te pieniądze nie będzie poświęcał czasu na szlifowanie i wygładzanie tekstu), więc cała „oszczędność” i tak pójdzie się okopać, bo oszczędzając na tłumaczeniu będą musieli więcej wydać na redakcję.

 

No, ale to już nie mój problem.

 

 

sobota, 12 stycznia 2019, puuchatek

Polecane wpisy

  • Finanse Po Brexicie…

    Nie, nie o geopolityce. Bardziej przyziemnie i prywatnie. Jest sobie taka Wielka Angielska Korporacja Medialna, dla której od lat paru coś tam tłumaczyłem - ale

  • Pod górkę

    Nawet jak przez chwilę jest lepiej, to zaraz znowu się sypie. Wydawało się, że coś się zmienia - a w praktyce znowu jest tak samo. Znowu się martwię, znowu

  • Da Capo...

    Nosz… Wydawnictwo. W umowie napisane, że pozostała część honorarium (poza zaliczką, która poszła w momencie podpisania umowy) płatna jest "w ciągu 30 dni

Komentarze
Gość: mama trójki, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2019/01/13 05:57:35
Ja do wcześniejszego wpisu, do "niemiłościwie nam panujących". Wolał Pan, jak podwyższali nam wiek emerytalny do 67. roku, zabierali pieniądze z OFE? Wtedy wszyscy siedzieli cicho. A 500+? Rozumiem, ze Pan nie bierze tych pieniędzy? Ja jestem bardzo zadowolona z rządzących. I czuję to wyraźnie w kieszeni i komforcie życa. I jestem i umiem być za to wdzięczna.
mama trójki dzieci
-
2019/01/13 10:24:23
Szanowna Pani,

odpowiadając na Pani pytania:

1. Tak, zdecydowanie wolałem, jak podwyższali wiek emerytalny. Wiek 65 lat ustalany był w czasach, kiedy średnie długość życia była niższa nie o dwa, a o co najmniej 5 lat, jeśli nie 10 (to można łatwo sprawdzić). W dzisiejszych czasach oczywiste wydaje się, że wiek emerytalny powinien być wyższy.

2. Nikt Pani nie zabierał pieniędzy z OFE. Jeśli nie wie Pani, gdzie one są, to zdradzę Pani tajemnicę: są na Pani prywatnym koncie emerytalnym w ZUS. Czy przenoszenie tych pieniędzy z OFE do ZUS było dobrym pomysłem? Moim zdaniem nie - wolałbym, żeby zostały w OFE. Ale mówienie o "zabieraniu" pieniędzy to czysta demagogia.

3. Tak, korzystam z 500+. I co w związku z tym? Po pierwsze - koszty tego programu rozdawnictwa ponosić będą jeszcze nasze wnuki. Po drugie - czy to w JAKIKOLWIEK sposób zmienia fakt, że "reforma" oświaty jest fatalnie przygotowana, fatalnie przeprowadzana i że w przyszłym roku szkolnym z jej powodu w liceach będzie panował straszliwy bałagan? I zanim Pani zacznie się ze mną o to kłócić: proszę zwrócić uwagę, że nie mówię o TREŚCI tej reformy, ale SPOSOBIE JEJ PRZEPROWADZANIA. Z treścią (likwidacja gimnazjów etc.) można się zgadzać lub nie 0 ja akurat się nie zgadzam, ale to jest do dyskusji. Natomiast SPOSÓB PRZEPROWADZANIA tej reformy jest po prostu skandaliczny i jego skutkiem JUŻ TERAZ jest potworny bałagan w szkołach oraz fatalnie ułożone i przeładowane programy - a to i tak pikuś w porównaniu z tym, co od września będzie się działo w liceach.