Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
Blog > Komentarze do wpisu

Przesilenie wiosenne…

Przesilenie wiosenne (?) mnie dopada. Mam takie męczące poczucie, że wszystko - ale to absolutnie wszystko - idzie nie tak, jak powinno. Że nic się nie udaje. Że kolejne próby wturlania kamyczka pod górę kończą się za każdym razem tak samo.

Starsze Potwory nieustannie się żrą. Taki wiek - a do wieku dochodzi to, że są tak kompletnie różni. Działają na siebie (nawzajem) jak czerwona płachta na byka.

Pucek się nudzi. Ot, taki typ: jak ma pod ręką kolegę (czy, jeszcze lepiej, koleżankę…) to się nie nudzi i jest super. Ale nie potrafi się bawić sam. Cała jego kreatywność (którą nieustannie mnie zaskakuje!) kwitnie, pieni się i rośnie w relacji z drugim człowiekiem. A jak drugiego człowieka nie ma - to "nudzę się…". A jak się nudzi, to ogląda kreskówki. A jak idzie do szkoły na jedenastą czy dwunastą, to… Tak, wiem, już o tym pisałem. Ale mnie to męczy. Bo zwyczajnie nie jestem w stanie spędzać z nim całego przedpołudnia, bo muszę swoje robić. Bo i tak robię za mało (w każdym razie w przeliczeniu na przychody z tego płynące).

Dziwnie się człowiekowi zmienia optyka i priorytety. Dużo bym dał, żeby móc być pełnoetatowym rodzicem - po prostu zajmować się domem i Potworami. Bo mam takie poczucie, że to właśnie jest teraz ważne. Ważniejsze niż kolejna książka do tłumaczenia (choć ciekawa) i tak dalej.

A tu rzeczywistość skrzeczy (tak, tak, wiem, że u Wyspiańskiego to była "pospolitość" - ale u mnie skrzeczy rzeczywistość właśnie, i już). Bo (ach, jakież to prozaiczne, przyziemne i w ogóle mało natchnione…) na koncie wciąż echo niesie. Co się wydaje, że już-już - to znowu przyjdzie rachunek za gaz - i znowu echo. Sytuacja bez wyjścia, wydawałoby się, bo fizycznie po prostu nie jestem teraz w stanie robić więcej, niż robię. Bo nie wezmę jeszcze jednej książki (choć mi proponują…) - bo wiem, że nie dam rady.

I przyznam, że napawa mnie to jakimś lękiem. No bo z jednej strony - jakoś to się turla, głodem nie przymieramy, pieniądze na życie są (a że na koncie jest minus, to i cóż, można by powiedzieć - takie czasy, trzeba przeczekać, będzie lepiej). Ale z drugiej strony - gdzieś z tyłu głowy tli się jakiś niepokój z gatunku "A co, jeśli…?". A co, jeśli się zepsuje samochód? Nie tak "normalnie", ale jakoś poważniej, tak, że trzeba będzie wyłożyć trzy czy cztery tysiące? Na razie nic na to nie wskazuje, ale to jednak dziesięcioletnie auto… A co, jeśli nagle okaże się, że trzeba coś zrobić w domu? Że - czy ja wiem - padnie lodówka? Bo wtedy nagle "krótka kołdra" przestaje być krótką kołdrą i robi się chusteczką do nosa. I jest kiepsko. I niby wiem, że nie ma sensu martwić się na zapas - ale z drugiej strony (znowu) nie martwiłbym się, gdyby był sam - bo ja zawsze sobie jakoś poradzę. Ale nie jestem sam. A nie mogę zawsze liczyć na to, że zjawią się Dobre Anioły…

O jakichś długach już nawet nie wspominam - bo niby się z nimi nie spieszy, ale też samopoczucia nie poprawiają.

Mam poczucie permanentnego kryzysu. Wszystkiego (no dobrze - prawie wszystkiego). Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie paradoksalna myśl, że tym, czego potrzebuję (ja / my) są nie tyle nawet jakieś większe pieniądze (choć wygraną w Lotto bym nie pogardził, wcale…), co nowy początek. Nowe rozdanie. Tak, żeby pewne rzeczy można było zacząć od nowa.

Co to konkretnie znaczy? Nie mam pojęcia. Jak miałby taki "nowy początek" wyglądać? Nie wiem. Ale chciałbym ruszyć z miejsca, pójść do przodu. Bo mam poczucie, że stoję w miejscu. W każdym znaczeniu. Prawie każdym.

Zobaczymy. A na razie - "róbmy swoje", cytując zmarłego niedawno Mistrza.

***

A propos Mistrza… "Róbmy swoje" cytowali po jego śmierci wszyscy. I parę innych tekstów też. Ale mnie jakoś - w perspektywie ciekawych czasów, w jakich przyszło nam żyć - chodzi ostatnio po głowie zupełnie inna piosenka Wojciecha Młynarskiego - "Ballada o dwóch koniach" (NIE, kochani B&J, nie o Was mi chodzi ;-)

Znacie? To posłuchajcie:

poniedziałek, 20 marca 2017, puuchatek

Polecane wpisy

  • W biegu…

    W biegu. Całe życie w biegu. *** Rok szkolny się kończy, chwała Bogu. Łatwy nie był. Pod żadnym względem. A pod niektórymi - na przykład jeśli chodzi o finanse

  • Powórka...

    W uzupełnieniu do poprzedniego wpisu: dziś drań uciekł po raz drugi. Znowu za szafę. Wystarczyły nie do końca zasunięte drzwiczki. Może nazwiemy go Houdini?&hel

  • Żółw z Charakterem, czyli "Panie dyrektorze, to było moment…"

     Parafrazując stary dowcip z czasów szkolnych (MOICH czasów szkolnych) - "żółw to temat-rzeka". Pucek już ponad rok temu wymarzył sobie żółwia. Żółw i żółw

Komentarze
2017/03/21 10:39:48
witaj,
wiem, że prawdopodobnie to co napiszę zabrzmi kiepsko, ale jeśli coś się zepsuje, to dam Ci kasę - serio, serio
pomimo, że się nie znamy, ale czytam od ba..rdzo dawno i podziwiam za t.zw. całokształt
byliśmy, bywaliśmy w tych samych miejscach w Europie, myślę podobnie, więc może stąd ten impuls
pozdrawiam

PS: jakby co to konto na gazeta.pl