Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
Blog > Komentarze do wpisu

Szpitalnie i Wkurzająco

M. trafiła na dwa (może trzy) dni do szpitala. Nie, nic groźnego ani nagłego tym razem - Pani Doktor uznała, że ten płyn z płuc (a w zasadzie z opłucnej lewego płuca) warto jednak ściągnąć, bo męczy i zwiększa ryzyko infekcji.

Zderzenie z absurdami panującymi w polskiej służbie zdrowia zawsze doprowadza mnie do furii - zwłaszcza, jak cierpią na tym moi bliscy. Nie, lekarze, pielęgniarki i cały personel szpitala w G. sprawował się bez zarzutu. Wszyscy mili, uprzejmi i (na oko) kompetentni. Problemem (jak zwykle) okazały się NFZ-owskie procedury, stworzone albo przez kompletnego idiotę, albo przez sadystę. Tertium non datur.

Pacjent zgłasza się do szpitala. Zgłasza się ze skierowaniem, w którym lekarz sugeruje konkretne rozwiązanie i podaje jego powód. Uwaga: SAM się zgłasza (czyli przychodzi na własnych nogach, nie przywozi go karetka, nie jest w stanie zagrożenia życia).

Procedury mają to w nosie. Pacjent traktowany jest tak samo, jakby przywiozła go karetka: trafia na SOR (szpitalny oddział ratunkowy). Nie ma innej opcji.

Na SORze - oczywiście - pierwszeństwo mają pacjenci w stanach ostrych i zagrażających życiu. Co zatem robi pacjent ze skierowaniem? CZEKA, rzecz prosta. Co, że przed nami są tylko dwie osoby? No to co - w każdej chwili może przecież zjawić się ktoś z karetki (zawał, hipoglikemia, wypadek, noga złamana na śliskim chodniku, whatever).

No dobrze - już po niecałych dwóch godzinach trafiamy do lekarza. Lekarz przegląda badania, zadaje kilkanaście konkretnych pytań, osłuchuje i potwierdza, że przyjmuje do szpitala na zabieg. Przychodzi inny lekarz, robi USG, zaznacza miejsce do wkłucia - wszystko gra.

No, prawie wszystko. Bo okazuje się, że pacjentka co prawda jest przyjęta, ale musi poczekać, aż się zwolni łóżko. - Troje pacjentów mamy już wypisanych, jak tylko zjawią się po nich rodziny, to Pani trafi na oddział - tłumaczy lekarz. - A na razie proszę poczekać.

Ile? A, nie wiadomo. Może godzinę. Może do popołudnia.

To może my pójdziemy do domu? Bo przecież mieszkamy pięć minut od szpitala, nie ma stanu zagrożenia życia… A jak miejsce się zwolni, to jeden telefon i za pięć minut jesteśmy.

Nie, tak się nie da. Dlaczego? Bo pacjent przyjęty MUSI być fizycznie w szpitalu. Bo jak się zwolni miejsce, a pacjenta fizycznie nie ma, to mają obowiązek go skreślić i przyjąć kolejnego. - Ja wiem, że to idiotyzm - rozłożył ręce lekarz. - Ale nic na to nie poradzimy…

I M. czekała. Siedząc na krzesełku na SORze. W szpitalu zjawiliśmy się o 8:20. Po wszystkich badaniach i „przyjęci” byliśmy o 11:30. Fizycznie na oddziale M. znalazła się o 15:30. Czyli - jeszcze nie zaczęli się nią zajmować, a już była wykończona, wściekła i na granicy płaczu.

I na koniec piekielność dodatkowa: Kiedy już zabierali ją na górę, pielęgniarka powiedziała, że po drodze trzeba zrobić rentgen. Rentgen płuc.

- Ale po co?! - Wkurzyła się M. - Przecież miałam robiony rentgen przedwczoraj, mam ze sobą opis i płytę ze zdjęciem, którą zresztą lekarz oglądał!

Ano, niestety - takie są procedury. Szpital musi zrobić własne badania, bo inaczej NFZ może zakwestionować konieczność zabiegu. A że pacjent będzie miał drugi rentgen w ciągu trzech dni? I że potem będzie świecił w nocy, nie dając spać innym pacjentom? To już drobiazg.

(I że za ten drugi, de facto kompletnie niepotrzebny rentgen NFZ też płaci - to zdaje się też drobiazg. NFZ jest bogaty, może sobie pozwolić.)

środa, 10 grudnia 2014, puuchatek

Polecane wpisy

  • Okołoszkolnie

    Nowy rok szkolny (…za pasem), nowe problemy. Wychowawczyni Pucka przysłała nam dzisiaj mailowo nowy plan lekcji. Najpierw mnie szlag trafił, potem się za

  • I gadaj z maszyną…

    Bankomat. Karta. PIN. "Co chcesz zrobić?" Chcę wyjąć gotówkę. "Jaka kwota?" - do wyboru 20, 50, 100, 150… 20 zł poproszę. Bankomat myśli. Burczy, trzeszc

  • Stomatologicznie

    Pucek od dwóch tygodni wracał sam ze szkoły. Na rowerze. Cztery kilometry, dwadzieścia minut. Bardzo był z siebie dumny. Ja mu tylko wkładałem do głowy, że ma u

Komentarze
2014/12/10 19:59:51
oj, pamiętam przygody ze szpitalem sprzed dwóch lat, gdy ukochany miał serię operacji z powodu komplikacji po złamaniu nogi. i ortopedia na 4 piętrze z wiecznie niedziałającą windą... tak... sporo było tych absurdów.
-
2014/12/10 20:26:38
uroki naszych przepisów regulujacych słuzbe zdrowia - az sie chorowax odechciewa :/
-
2014/12/11 13:14:06
To nie jest do końca tak, że to są procedury NFZ. Szpitalom tak wygodnie jest mówić, ale prawda jest taka, że to często są wewnętrzne regulacje szpitali, którym a) jest tak wygodnie, b) moga wyciągnąć od NFZ dodatkowe pieniądze. Niestety. Oczywiście, pewne regulacje NFZ są idiotyczne - a nawet jeśli nie idiotyczne, to często zachęcają dyrektorów szpitali, ordynatorów i lekarzy do postępowania w ten a nie inny sposób, który ma na celu zapewnienie jak najlepszej sytuacji finansowej szpitala, a nie zdrowia pacjenta.

W jednym z warszawskich szpitali mój Tata przy wypisie z oddziału otrzymał od razu skierowanie na badania za 2 miesiące - w tym celu miał się zgłosić na ten sam oddział o godzinie 8 rano dnia tego a tego i mieli go przyjąć na oddział na 3 dni. Zgłosił się, pan doktor przejrzał dokumenty, po czym zaprosił Tatę, aby usiadł na krzesełku i poczekał. Jak długo? No, wie Pan, u nas wypisy zaczynają sie o godzinie 12, wtedy zwolni się łózko i będziemy mogli Pana przyjąć. Dlaczego w takim razie miał się zgłosić o 8? Nie wiadomo. Nikt nie pomyślał, nie zastanowił się.

Oczywiście, trafiają się lekarze i pielęgniarki, którym naprawde zależy na dobru pacjenta. Życzę Tobie i M., abyście trafiali tylko na takich.
-
2014/12/12 08:16:17
To czekanie na SORze jest chyba ze wszystkiego najgorsze. Zawieszenie w próżni.
Pamiętamy