Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
Blog > Komentarze do wpisu

Mruczanka Majowa

Zwiedzaliśmy poniemiecki bunkier kolejowy (380 metrów, beton, tory, mokro i ZIMNO jak jasny szlag). Obejrzeliśmy romański kościółek z XI w., podobno jeden z najstarszych w Polsce. Widzieliśmy żubry. Pucek poznał strażaków (prawdziwych!), którzy pozwolili mu założyć strażacki kask, strażacką kamizelkę (sięgała do kostek...), potrzymać strażackiego węża i usiąść za kierownicą strażackiego samochodu. Jeśli Wam napiszę, że ukochaną kreskówką Pucka jest "Strażak Sam", to chyba zrozumiecie, co to dla niego znaczyło. Przez pół godziny Pucek stanowił jedno, wielkie, czteroletnie szczęście. Dwadzieścia kilo żywego zachwytu.

A następnego dnia popłynęliśmy kajakami po Pilicy. Przez nieco ponad cztery godziny pokonaliśmy dobre dwadzieścia kilometrów (ze Spały do mostu w Mysiakowcu). Słońce, cisza, śpiew ptaków. Zwłaszcza na pierwszym odcinku ze Spały do Inowłodza trasa jest naprawdę piękna. Rzeka meandruje, brzegi są porośnięte lasem, po wodzie pływają kaczki i perkozy, zrywają się do lotu łabędzie, a ptaki śpiewają tak, że aż się niesie. I żadnych ludzi, przez prawie półtorej godziny żywego ducha, żadnych odgłosów poza naturalnymi. Cisza jak w środku wielkiej puszczy...

Potwory były przeszczęśliwe, a Pucek zwłaszcza - mimo że w normalnych warunkach posadzenie go w jednym miejscu na cztery godziny (z krótką przerwą na plaży w Inowłodzu) mogłoby się skończyć czymś na kształt niewielkiej wojny atomowej.

*** 

Marzy mi się majówka w Bieszczadach, jak za dawnych czasów. W małej grupce przyjaciół - albo po prostu tylko we dwoje. Marzy mi się żeby tak jak dawniej pójść z Wetliny przez Przełęcz Karłowicza na Połoninę Wetlińską, a z niej na Caryńską. I żeby wracając w środku nocy leżeć sobie na szosie w Brzegach Górnych i gapić się w gwiazdy.

Ale pewnie jeszcze parę lat musi minąć, zanim to znowu będzie możliwe.

*** 

Maj to jednak magiczny miesiąc. Koniec zimy - definitywnie. Początek lata.

 

wtorek, 08 maja 2012, puuchatek

Polecane wpisy

  • Post-wyjazdowo...

    Wróciły Puchatki wczoraj wieczorem. Przejechały 3,4 tysiąca kilometrów, ale i tak najbardziej męczący był ostatni odcinek po do znudzenia remontowanej gierkówce

  • Powakacyjnie...

    Tyle się dzieje po powrocie do domu, że nie mam kiedy pisać. A przecież do dopiero przygrywka - prawdziwa jazda zacznie się od września, jak Potwory ruszą do sz

  • Mruczanka Post-Podróżna

    Puchatek uniżenie przeprasza, że go tutaj przez miesiąc nie było. Ale był gdzie indziej, gdzie dostęp do sieci nie należał do priorytetów.Najpierw były przygoto

Komentarze
Gość: Agaja, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/05/09 20:57:24
Ale fajnie :) My od czasu gdy najmłodszy miał 4 lata co roku łazimy po górach... Nie żeby po nocy od razu, ale... Da się, a procentuje to fantastycznie. Pewnie tak samo jak kajaki... (to akurat nie do końca nasza "cup of tea") Ale w Bieszczady to i mnie ciągnie okropnie... i znowu w tym roku nie pojadę :(...tylko będę się musiała zadowolić opowieściami U.
-
2012/05/10 00:07:54
U nas z górami "wspólnymi" dość ciężko, bo Pucek jednak jeszcze ciut za mały (choć w czerwcu cztery lata kończy), a Piłka po górach bardzo chętnie chodzi... Przez pierwszy kwadrans. A potem nogi ją bolą ;) Ale Pietruszka zdecydowanie wdał się w góralskich przodków...