Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
Blog > Komentarze do wpisu

Kilka Słów Wyjaśnienia

Dziękuję za Wasze ciepłe słowa i zrozumienie. Kilka spraw muszę lekko doprecyzować.
 
Po pierwsze: tak, wiem że dom opieki to nie czeluść piekielna. Mój ból nie wynika także z tego, że boję się "co tam z nią będą robić". Raz - zdaję sobie sprawę, że opisywane w mediach przypadki znęcania się nad pensjonariuszami etc. to sytuacje ekstremalne. Dwa - na pewno wybierzemy taki dom opieki, który będzie sprawdzony i pewny. Trzy - jak cokolwiek tam będzie nie tak, to będę o tym wiedział.
 
Mnie chodzi zupełnie o co innego. O to, że Mama - mimo wszystkich problemów psychiatrycznych i neurologicznych - nie jest zupełnie "nieobecna". Wie kim jest, wie kim my jesteśmy i będzie wiedziała że nie jest w domu. I będzie jej z tym źle.
 
Po drugie: zdaje sobie sprawę z tego, co pisze Magosiaa. Moja Mama w obecnym stanie (a stan ten, jeśli chodzi o kwestie psychoneurologiczne, raczej już się nie poprawi...) wymaga opieki, której ani my, ani T. nie jesteśmy w stanie jej zapewnić. Pozbawiona takiej opieki będzie nieustannym zagrożeniem - przede wszystkim dla siebie, ale nie tylko. W domu byłaby na pewno szczęśliwsza... przez pierwsza trzy dni. Do momentu, w którym wykorzystując sekundę nieuwagi zrobiłaby coś, co skończyłoby się kolejnym szpitalem, gipsem, operacją i bólem. A na to nie możemy pozwolić.
 
Moja Mama zawsze taka była. Zawsze "wiedziała lepiej", zawsze lekceważyła zalecenia (lekarzy, rodziny, kogokolwiek...) - i zawsze wynikały z tego kłopoty. ZAWSZE. A teraz, kiedy do tego dochodzi choroba i uszkodzenia neurologiczne, te cechy spotęgowały się do granic absurdu. Nie ma szans na to, aby nagle "zrozumiała", że (na razie) nie powinna sama wstawać, że schody nie są dla niej, że - czy ja wiem? - wchodzenie na stołek żeby zamknąć okno nie jest dobrym pomysłem...
 
Po trzecie: jest "światełko w tunelu". Wszystko wskazuje na to, że T. w najbliższym czasie (prawdopodobnie do końca roku) stanie się właścicielem dosyć sporych pieniędzy (kwestie spadkowe, prawa własności do pewnej ziemi, rekompensata od państwa dla spadkobierców w ramach rozliczania tego typu roszczeń...). Nie będę wchodził w szczegóły, ale suma będzie wystarczająca, żeby T. kupił mały, parterowy domek koło nas i wynajął stałą, fachową opiekunkę, która z nimi zamieszka (teraz, nawet gdyby było nas na to stać - a nie jest - to pozostaje kwestia lokalowa: T. z moją mamą mieszkali w jednopokojowym mieszkaniu...). I wtedy Mama wróci do domu (choć już nie do tego samego), i jeszcze będzie miała ogródek, do którego będzie mogła wyjść (albo wyjechać na wózku, zobaczymy...).
 
Ale: to BĘDZIE (...miejmy nadzieję). A teraz jest tak, jak jest. I - zrozumcie mnie - niezależnie od wszystkiego, co napisałem powyżej, nie jestem w stanie spokojnie o tym myśleć.
 
Wczoraj T. dzwonił do mnie, żeby powiedzieć, że (chyba) znalazł odpowiednie miejsce. W trakcie rozmowy popłakał mi się w słuchawkę i pytał, czy nie mam do niego żalu, że...
 
Żyli razem ponad trzydzieści pięć lat. On się czuje tak, jakby ją w ten sposób zdradzał, jakby kompletnie zawodził jej zaufanie.
 
Ja też się tak czuję. Tak, jak napisałem wyżej - wiem, że to nieprawda. Ale to niestety nic nie zmienia.
 
piątek, 17 kwietnia 2009, puuchatek

Polecane wpisy

  • Okołoszkolnie - c.d.

    No i stało się. Po dziewięciu latach pożegnaliśmy się ze szkołą w A. Przenosiny Pucka były przez moment trochę nerwowe, bo wyglądało na to, że nie będzie dla ni

  • Wakacje, wakacje i po…

    Przepraszam, ale jakoś do pisania (tutaj) nie mogę się ostatnio zebrać. Wakacje były. Wyprawa wakacyjna zawiodła nas nad Balaton, w okolice uroczego Tihany, do

  • Wakacyjnie (poniekąd)

    Już półtora tygodnia po zakończeniu roku szkolnego zdążyłem się zebrać, żeby coś napisać. Zakończenie jak zakończenie. Do tego, że Potwory Starsze wymieniane są

Komentarze
2009/04/17 18:34:36
Gdy wszystko już było załatwione i ustalony był termin przyjęcia Babci do domu opieki zrobiło się strasznie. Nie mogłam spać, nie mogłam jeść, miałam w głowie jedną myśl: że przecież nikt obcy nie potrafi właściwie zaopiekować się moją Babcią, która nawet gdy już słabo kontaktowała i nas nie poznawała, gdy czuła się gorzej mówiła do mojej Mamy: zadzwoń po Małgosię. Bo gdy Babcia mnie wychowywała (dom wielopokoleniowy) to była dla mnie opoką, potem to ja dla niej byłam kimś kto zawsze potrafi ochronić ją w potrzebie. Gdy już odwiozłam Babcię przez pierwsze dni odczuwałam tylko olbrzymi niepokój, byłam u Babci przed pracą, po pracy i wieczorem żeby być pewną, że nie dzieje się jej żadna krzywda. Gdy poznałam już wszydtkie opiekunki i widziałam zadbaną Babcię to poczucie winy zaczęło mnie opuszczać. Miałam dla Babci więcej cierpliwości, byłam u niej codziennie, układałam ją do snu, czekałam aż zaśnie i spokojna wracałam do domu.
Najgorszy jest ten okres, w którym obecnie jesteś Puchatku, ale mam nadzieję, że wszystko się dobrze ułoży, odzyskacie spokój, a poczucie winy zniknie, potrzeba na to tylko czasu.
Pozdrawiam ciepło, M.
-
2009/04/17 20:15:22
Tak, to niczego nie zmienia... Człowiek i tak cały czas myśli, martwi się i analizuje... Na to chyba rady nie ma :-(( Ja sobie nie radzę, w każdym razie... I cały czas myślę, i jest mi z tym coraz trudniej... Twoja Mama ma przynajmniej T., moja ma tylko mnie i mojego brata. Skłóconych z jej powodu...
-
2009/04/20 09:18:35
Tak, podejście rozumowe nie zmieni ani odczuć, ani uczuć.
Nasunęły mi się jeszcze 2 kwestie. "Nie przesadza się starych drzew" - osoba z otępieniem najprawdopodobniej nie będzie mogła zaakceptować się w żadnym nowym miejscu. Dom, który chcecie jej stworzyć z T. nie będzie jej domem. Druga rzecz: to nie dnie będą najgorsze, ale noce. Trudno będzie znaleźć opiekunkę, która podejmie się opieki 24 godziny na dobę, pytanie - jak długo tak ciężką pracę jedna osoba wytrzyma.
Pozdrawiam serdecznie.